Coco Chanel i biżuteria kostiumowa: jak największa projektantka mody zrewolucjonizowała sztuczne perły
Share
Wyobraź sobie Paryż lat 20. XX wieku. W salonach pachnących tuberozą damy z towarzystwa noszą po jednym, najwyżej dwóch klejnotach — bo prawdziwa elegancja, jak im powiedziano, polega na powściągliwości. I wtedy do pokoju wchodzi kobieta w czarnej dzianinowej sukience, z trzema sznurami pereł na szyi. Część z nich jest prawdziwa, część fałszywa, i nikt nie potrafi powiedzieć, które są które. Nazywa się Gabrielle Chanel — i właśnie zmienia historię biżuterii na zawsze.
Jeśli kochasz biżuteria vintage i chcesz zrozumieć, dlaczego dziś w ogóle mówimy o niej z dumą, a nie z zażenowaniem, musisz poznać tę historię. To opowieść o kobiecie, która udowodniła, że styl nie ma nic wspólnego z karatami — i o rewolucji, której echa słychać w każdej współczesnej szufladzie z biżuterią, także w naszej kolekcji dostępnej online.
Gabrielle Chanel — kobieta, która przepisała reguły
Gabrielle Bonheur Chanel urodziła się w 1883 roku w Saumur, a zmarła w paryskim hotelu Ritz w 1971. Między tymi dwiema datami zmieściła się jedna z najbardziej radykalnych biografii w historii mody: sierociniec u sióstr w Aubazine, kabaretowe występy, z których wzięła pseudonim „Coco", pierwszy butik z kapeluszami w 1910 roku, i wreszcie marka, która do dziś definiuje słowo „elegancja".
Chanel nie projektowała w pustce. Była dzieckiem swojej epoki — epoki, w której kobiety odkładały gorsety, ucinały włosy à la garçonne i po raz pierwszy w historii wyjeżdżały samochodem bez przyzwoitki. Coco dała im garderobę pasującą do tego nowego życia: jersey zamiast krynoliny, mała czarna zamiast wielowarstwowych sukien wieczorowych, i — co najważniejsze dla nas — biżuteria, którą można było nosić, a nie tylko trzymać w sejfie.
Przed Chanel: nie wypadało nosić podróbek
Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale przez większość XIX i początek XX wieku noszenie biżuterii imitującej kamienie szlachetne było uznawane za towarzyskie przewinienie. Klejnot służył sygnalizowaniu statusu: zaręczynowy diament mówił, ile zarabia twój mąż; sznur orientalnych pereł świadczył o pozycji rodziny; brylantowa tiara — o tym, że pochodzisz ze starej arystokracji.
W tym kontekście biżuteria kostiumowa była synonimem oszustwa. Kobieta, którą przyłapano na noszeniu „fałszywek", traciła twarz. Czytaj więcej o tej dziwnej, nieintuicyjnej dla nas hierarchii w naszym przewodniku po biżuterii kostiumowej — to fundament, który warto mieć, zanim zanurzysz się głębiej.
Chanel uznała ten kodeks za absurd. Pochodziła ze świata, w którym nie było żadnych klejnotów rodzinnych do dziedziczenia, więc patrzyła na biżuterię oczami praktyka, nie spadkobierczyni. Powiedziała głośno to, co inni co najwyżej szeptali: liczy się to, jak coś wygląda na kobiecie, a nie ile to kosztowało.
Sprzeczność, która była strategią
Najciekawsze jest to, że Chanel nigdy nie była ideologiczką taniej biżuterii. Sama nosiła prawdziwe perły orientalne podarowane przez wielkiego księcia Dymitra Pawłowicza Romanowa, prawdziwe szmaragdy od księcia Westminster i prawdziwe diamenty kupowane u Cartiera.
Co robiła z nimi? Mieszała ze sztucznymi. Sznur faux pearls leżał na jej szyi obok prawdziwych. Brosza ze szlifowanego szkła zdobiła klapę żakietu obok złotej bransolety. To było coś znacznie ciekawszego niż zwykła demokratyzacja luksusu — to była deklaracja, że granica między „prawdziwym" a „sztucznym" jest mniej istotna niż granica między stylem a jego brakiem.
I właśnie stąd pochodzi jej najsłynniejszy aforyzm, który warto powiesić sobie na lustrze:
„Lepiej mieć podróbkę z dobrego gustu niż prawdziwą biżuterię, którą nosi się bez stylu."
1924 — rok, w którym perła przestała być droga
W 1924 roku Coco otworzyła własną pracownię biżuteryjną. Kierownictwo powierzyła hrabiemu Étienne'owi de Beaumont, ale wizja była jej. Wprowadziła wtedy długie sznury sztucznych pereł — noszone po kilka naraz, owinięte wokół szyi w warstwach, opadające czasem do pasa.
Efekt był natychmiastowy. To, co jeszcze dekadę wcześniej byłoby skandalem, w ciągu kilku sezonów stało się obowiązkiem każdej kobiety chcącej wyglądać modernement. Dlaczego perły? Bo idealnie zgrywały się z paletą Chanel: czerń, biel, beż. Bo ich miękki połysk nie konkurował z dzianinową sukienką, tylko ją dopełniał. I bo — last but not least — fałszywa perła robi dokładnie to samo wrażenie co prawdziwa.
To wtedy biżuteria kostiumowa narodziła się jako pełnoprawna kategoria mody. Echo tego momentu znajdziesz w każdej powojennej kolekcji — od Trifari po Givenchy. Jeśli kochasz ten format, zajrzyj do naszych naszyjników vintage; znajdziesz tam długie sznury, które niemal słychać, jak szepczą imię Coco.
Fulco di Verdura i krzyże maltańskie
Druga przełomowa postać tej historii nazywa się Fulco Santostefano della Cerda, książę di Verdura — sycylijski arystokrata, który poznał Chanel w połowie lat 20. i w 1927 roku zaczął dla niej pracować. Początkowo projektował tkaniny; szybko jednak okazało się, że ma genialne oko do biżuterii.
To Verdura przeprojektował klejnoty, które Coco dostała od dawnych kochanków — m.in. od księcia Westminster — przekształcając statyczne arystokratyczne broszki w przedmioty z charakterem. Z tej współpracy narodziła się ikona absolutna: biała emaliowana bransoleta-mankiet ozdobiona krzyżem maltańskim wysadzanym kolorowymi kaboszonami.
Inspiracja przyszła z podróży, którą Verdura odbył z Chanel do Rawenny. W bazylice San Vitale, oświetlonej miękkim światłem przesączonym przez szkło, oboje zachwycili się bizantyjskimi mozaikami. Verdura przełożył tę estetykę na zaskakująco nowoczesny przedmiot: szeroki, mocny mankiet, na którym kamienie układają się pozornie chaotycznie — jak na ścianie kościoła z VI wieku.
Bransoleta stała się znakiem rozpoznawczym Chanel. Coco nosiła parę takich mankietów codziennie, jedna na każdym nadgarstku, niezależnie od stroju. Verdura współpracował z domem mody jeszcze osiem lat, by w 1939 roku otworzyć własny butik w Nowym Jorku — ale „Maltese Cross" pozostał na zawsze podpisem tej krótkiej, błyskotliwej współpracy.
1932: Bijoux de Diamants — jedyna kolekcja haute joaillerie Coco
Rok 1932 przyniósł zaskakujący zwrot. Wielki kryzys uderzył w światowy rynek diamentów; Międzynarodowa Korporacja Diamentowa, broniąc swojego towaru, zwróciła się do najsłynniejszej projektantki tamtych czasów z prośbą o przywrócenie publiczności miłości do tych kamieni. Coco powiedziała „tak" — i wyprodukowała jedyną kolekcję wysokiej biżuterii w swoim życiu.
Bijoux de Diamants, zaprezentowana w listopadzie 1932 w paryskim mieszkaniu projektantki przy faubourg Saint-Honoré, liczyła około pięćdziesięciu obiektów. Białe i żółte diamenty oprawione w platynę i żółte złoto, układające się w motywy nieba: gwiazdy, komety, słońca, księżyce. Każdy z elementów był transformowalny — naszyjnik dał się rozpiąć na broszkę i bransoletę, kometa z głowy schodziła na klapę.
Co istotne — to była biżuteria z prawdziwych diamentów, nie z imitacji szklanych „diament-paste". Chanel udowodniła w ten sposób, że jej rewolucja w costume jewelry nie była aktem buntu wobec klejnotów, tylko rozszerzeniem słownika mody. Prawdziwe i sztuczne miały dla niej tę samą wartość — pod warunkiem, że służyły kobiecie, a nie tylko wystawce w sejfie.
Lata 30. i wielokolorowe sznury inspirowane Cyganerią
Pod koniec lat 20. i w latach 30. Coco wprowadziła kolejną ikonę — wielowarstwowe naszyjniki ze szklanych pereł i koralików w kolorach czerwonym, zielonym, żółtym, czasem łączonych z drewnem i metalem. Inspirację brała z folkloru południowoeuropejskiego, z bałkańskich i sycylijskich strojów ludowych, z tego, co wtedy nazywano stylem „cygańskim".
Te naszyjniki, dziś przepiękne dzięki świadomej grze kolorystycznej, były dowodem, że Chanel nie zatrzymała się na białej palecie. Pokazywała, że biżuteria kostiumowa może być nie tylko monochromatyczna i klasyczna, ale też kolorowa, ekspresyjna, niemal teatralna — pod warunkiem, że stoi za nią pewna ręka.
Wojna, milczenie i powrót w 1954
W 1939 roku Chanel zamknęła swój dom mody — oficjalnie z powodu wojny, nieoficjalnie pod presją własnych powikłanych wyborów osobistych z czasów okupacji. Przez piętnaście lat marka milczała. Wróciła w 1954 roku, kiedy 71-letnia Coco zaprezentowała kolekcję, którą francuska prasa początkowo wyśmiała — a amerykańska Vogue uznała za najmądrzejszą rzecz sezonu.
To w tym okresie wraca też biżuteria — i to ona w dużej mierze utrzymuje markę. Tweedy żakiety potrzebowały broszek; jersey'owe sukienki — sznurów pereł; mała czarna — długich łańcuszków z perłami i pozłacanymi medalionami. Jeśli zbierasz broszki lub klipsy, w wielu znajdziesz echo właśnie tego momentu — chanelowskiego renesansu lat 50.
Robert Goossens — geniusz za kulisami
Wielką tajemnicą Chanel od 1953 roku był Robert Goossens (1927–2016), zwany przez francuską prasę „Monsieur Bijou". To on, na zlecenie Coco, najpierw zaprojektował dekoracje do jej mieszkania przy rue Cambon (bizantyjskie srebrne lustra, krzyże, świeczniki), a od 1954 roku zaczął tworzyć biżuterię, która towarzyszyła kolejnym kolekcjom.
Goossens robił dla Chanel coś, co dziś trudno spotkać: najpierw projektował unikatowe egzemplarze w prawdziwym złocie i z prawdziwymi kamieniami (które Coco nosiła osobiście), a potem te same modele były reprodukowane jako biżuteria kostiumowa do pokazów i butiku. Granica między haute joaillerie a fashion jewelry rozpływała się w jego pracowni jak pyłek złota w słońcu.
Co ważne — Goossens nie pracował tylko dla Chanel. Tworzył też dla Cristóbala Balenciagi, Christiana Diora, Yves'a Saint Laurenta i Madame Grès. Jego pracownia była jednym z najważniejszych miejsc XX-wiecznej biżuterii — i jeśli interesuje cię paryski couture, jego nazwisko warto zapisać obok takich marek jak Givenchy (więcej w naszym artykule o Givenchy).
Era Karla Lagerfelda i nowa odsłona kostiumu (od 1983)
Po śmierci Coco w 1971 roku marka przez dwanaście lat dryfowała. Punktem zwrotnym okazał się rok 1983, kiedy dyrektorem kreatywnym został Karl Lagerfeld. To Lagerfeld zinterpretował kostiumową biżuterię Chanel jako pole do gier ironii i nadmiaru: wielkie litery „CC" jako broszki, łańcuchy zamiast cienkich sznurów, perły wielkości orzecha włoskiego, pasy z prawdziwego złota i fałszywych monet.
Jeśli widziałeś kiedyś dramatycznie wielkie chanelowskie klipsy ze złotym CC w środku — to estetyka Lagerfelda, nie Coco. Obie są autentycznie chanelowskie, ale opowiadają inną historię. Lagerfeld traktował biżuterię kostiumową jak komentarz: cytat, mrugnięcie, nadkomentowanie luksusu, które stało się znakiem rozpoznawczym mody lat 80. i 90.
Jak odróżnić oryginalną kostiumową biżuterię Chanel od kopii
To pytanie zadaje sobie każdy kolekcjoner — bo Chanel jest podrabiana częściej niż jakakolwiek inna marka biżuteryjna. Oto, na co zwracać uwagę:
- Sygnatura — od lat 80. większość obiektów ma wybitą „CHANEL" drukowanymi literami, często z numerem sezonu (np. „24" oznacza wiosnę-lato 1986, „25" — jesień-zimę 1986). Wcześniejsze egzemplarze bywają niesygnowane lub sygnowane prywatnie — i to akurat jest naturalne, nie alarmujące.
- Tabliczka „Made in France" — autentyczne kostiumowe Chanel pochodzą prawie zawsze z Francji, czasem z Włoch. Etykieta „Made in China" na metce to czerwone światło.
- Jakość pozłoty — chanelowskie pozłocenie ma głęboki, ciepły ton, nie krzykliwy żółty. Tańsze podróbki zdradzają się intensywnym, niemal pomarańczowym kolorem metalu.
- Waga — autentyczne egzemplarze są ciężkie. Plastik i lekki metal to znak masowej imitacji.
- Wykończenie perły — Chanel używała szklanych pereł o specyficznym, lekko nieidealnym kształcie i ciepłym, kremowym odcieniu. Idealnie okrągłe, kredowo-białe perły z plastikowego rdzenia to zwiastun kopii.
I jeszcze jedno: nigdy nie kupuj „okazji Chanel" z anonimowych źródeł online. Oryginalna biżuteria kostiumowa z lat 30.–60. jest dziś niezwykle rzadka i kosztuje od kilku do kilkudziesięciu tysięcy euro w paryskich domach aukcyjnych. Wszystko, co kosztuje 200 zł i nazywa się „chanelowskie", takie nie jest.
Polski rynek: gdzie szukać i czego oczekiwać
Powiedzmy sobie szczerze: oryginalne, sygnowane egzemplarze Chanel z lat 30., 40., 50. czy 60. są na polskim rynku ekstremalnie rzadkie. Pojawiają się sporadycznie u kolekcjonerów, którzy wzbogacają swoje zbiory przez paryskie i londyńskie aukcje. To nie znaczy, że nie warto ich szukać — znaczy tylko, że trzeba uzbroić się w cierpliwość i wiedzę.
Co możesz robić w międzyczasie? Studiować inne wielkie marki costume jewelry tej samej epoki — bo to one kontynuowały rewolucję Coco i wciąż są dostępne w przyzwoitych cenach. Polecamy:
- amerykański Trifari — czyli to, co o nim wiesz, przeczytasz w naszej historii Trifari;
- Monet — minimalistyczne, eleganckie złocenia, idealne dla fanek powściągliwego stylu;
- Kenneth Jay Lane — wprost zainspirowany Chanel, projektant, który sam siebie nazywał „księciem podróbki" (więcej w artykule o KJL);
- Givenchy — francuska elegancja w stylu, który Coco z pewnością by zaaprobowała.
Jeśli zaczynasz przygodę z biżuterią kostiumową, zerknij na nasze kolczyki vintage — to często najtańszy sposób, by mieć w szkatułce historię, zanim zainwestujesz w droższe egzemplarze.
FAQ
Czy Coco Chanel naprawdę wymyśliła biżuterię kostiumową?
Nie wymyśliła samej idei — szklane imitacje istniały od XVIII wieku. Wymyśliła natomiast jej godność: udowodniła, że można nosić sztuczne kamienie z taką samą dumą jak prawdziwe.
Czy oryginalna chanelowska perła jest „prawdziwa"?
Najczęściej nie — to szklane perły powlekane masą perłową, ale wykonane tak starannie, że trudno je odróżnić od orientalnych. Sama Coco mieszała je z prawdziwymi.
Co to są krzyże maltańskie Chanel?
Białe emaliowane mankiety z kolorowymi kaboszonami, zaprojektowane przez księcia Fulco di Verdurę w latach 30. dla Coco. Ikona absolutna domu Chanel.
Kim był Robert Goossens?
Francuski jubiler (1927–2016), od 1953 roku odpowiedzialny za biżuterię u Chanel, autor większości emblematycznych chanelowskich projektów lat 50. i 60.
Czy mogę kupić oryginalną Chanel costume jewelry w Polsce?
Trafiają się sporadycznie u kolekcjonerów. Dużo łatwiej znaleźć — i taniej zapłacić — za pokrewne marki tej samej epoki, jak Trifari, Monet czy Kenneth Jay Lane.
Jak rozpoznać autentyczną sygnaturę?
Drukowane „CHANEL", często z numerem sezonu i napisem „Made in France". Etykiety z innych krajów lub niechlujne grawerki to ostrzeżenie.
Zacznij swoją własną historię
Rewolucja Coco nie skończyła się w jej salonie przy rue Cambon — trwa dziś, ilekroć decydujesz się włożyć broszkę z lat 60., sznur pereł z lat 50. albo klipsy z epoki Lagerfelda. Każdy z tych przedmiotów nosi w sobie tę samą wiadomość, którą Coco wykrzyczała światu w 1924 roku: styl jest twój, niezależnie od tego, ile kosztuje.
Zapraszamy do naszej pełnej kolekcji biżuterii vintage — znajdziesz w niej obiekty, które przedłużają opowieść Coco na własnych warunkach: trifariańskie broszki, sygnowane sznury pereł, francuskie klipsy z lat 50., wielkie statement pieces z czasów Lagerfelda. Coco patrzyłaby na to z aprobatą.
A jeśli dopiero zaczynasz, zacznij od jednego sznura pereł. Tak jak ona — w 1924 roku.