Miriam Haskell: królowa pereł w amerykańskiej biżuterii vintage

Wyobraź sobie nowojorską pracownię, w której dziesiątki par rąk pochylają się nad maleńkimi perłami szklanymi sprowadzanymi z Japonii. Każdą z nich ktoś ręcznie nawleka na cienki mosiężny drucik, formuje pętelkę, zaciska, mocuje do filigranowej, złoconej podstawy. Po kilku godzinach z tej mozolnej pracy wyłania się naszyjnik, który wygląda, jakby utkano go z księżycowego pyłu. Tak właśnie powstawała biżuteria Miriam Haskell — i tak powstaje legenda, która do dziś rozpala wyobraźnię kolekcjonerek na całym świecie.

Jeśli kiedykolwiek trzymałaś w dłoni broszkę splecioną z barokowych pereł i czułaś, że jest cięższa, bardziej misterna i bardziej żywa niż wszystko, co widziałaś w sklepach jubilerskich w galeriach handlowych — to bardzo możliwe, że trzymałaś dzieło tej amerykańskiej marki. W tym przewodniku poprowadzimy Cię przez całą jej historię: od skromnego butiku w hotelu McAlpin po dzisiejszy rynek kolekcjonerski. Pokażemy, dlaczego biżuteria Miriam Haskell stała się synonimem luksusu wśród biżuterii kostiumowej, jak ją rozpoznać i jak o nią zadbać, kiedy już znajdziesz swój egzemplarz.

Kim była Miriam Haskell — kobieta, która zmieniła amerykańską biżuterię

Miriam Haskell urodziła się w 1899 roku w Tell City w stanie Indiana, w rodzinie żydowskich imigrantów. W 1924 roku przyjechała do Nowego Jorku z pięciuset dolarami w portfelu i bardzo wyraźnym wyobrażeniem o tym, czym powinna być piękna biżuteria — niedostępna cenowo dla tylko kilku najbogatszych kobiet, ale zarazem niesamowicie dobrze zaprojektowana, ręcznie wykonana i pełna charakteru. Dwa lata później, w 1926 roku, otworzyła w hotelu McAlpin niewielki butik o francuskiej nazwie Le bijou de l'heure — „klejnot na każdą okazję”.

To, co odróżniało Miriam od dziesiątek innych przedsiębiorczyń tamtej epoki, to jej fenomenalne wyczucie rynku. Zrozumiała, że kobiety lat dwudziestych i trzydziestych pragną biżuterii dramatycznej, scenicznej, dopasowanej do strojów wieczorowych, ale jednocześnie zbyt drogiej, by można ją było potraktować jak tani gadżet. Postawiła więc na biżuterię kostiumową najwyższej klasy — taką, która konkurowała pięknem z prawdziwymi klejnotami, choć nie zawierała ani diamentów, ani prawdziwych pereł morskich. Jej salony bardzo szybko trafiły między innymi do Saks Fifth Avenue oraz do Londynu, a wśród klientek znalazły się Joan Crawford, Lucille Ball, Gloria Vanderbilt i Wallis Simpson — księżna Windsoru.

Miriam przez większość zawodowego życia pozostawała w cieniu własnej marki. Nie udzielała wywiadów, nie pozowała do okładek, nie szukała blasku reflektorów. Wszystko mówiła za nią biżuteria. W 1950 roku, ze względu na pogarszający się stan zdrowia, sprzedała firmę swojemu bratu Josephowi Haskellowi i wycofała się z biznesu. Zmarła w 1981 roku w Cincinnati, w wieku osiemdziesięciu dwóch lat.

Frank Hess — geniusz projektowy, bez którego nie byłoby Haskell

Każda wielka marka ma swoją parę założycielską, choć nie zawsze formalnie tak nazywaną. W przypadku Haskell tą drugą postacią był Frank Hess — dawny dekorator witryn Macy's, który dołączył do Miriam praktycznie od pierwszego dnia jej działalności w 1926 roku. To on przez kolejne trzydzieści cztery lata, aż do swojego odejścia w 1960 roku, projektował większość ikonicznych kolekcji firmy.

Hess miał talent, który dziś nazwalibyśmy „kuratorskim”. Potrafił połączyć w jednym naszyjniku barokowe perły szklane, drobne paciorki seedowe, kryształy Roussela ze szlifowanego szkła, filigranowe rozetki i emaliowane liście — i z tej pozornej eklektyki uzyskać harmonię, która zachwyca. Jego sygnaturą stały się gęsto przerabiane, ręcznie drutowane motywy kwiatowe i grona, jakby zerwane z barokowego obrazu martwej natury, a następnie powiększone do rozmiaru biżuterii. Kiedy patrzysz na typowy projekt Hessa, czujesz, że ktoś naprawdę przy nim siedział — godzinami.

Współpraca Miriam i Franka jest dziś podręcznikowym przykładem tego, jak biznesowa wizja kobiety i artystyczna wrażliwość projektanta mogą stworzyć coś, czego żadne z nich nie stworzyłoby samo. Po odejściu Hessa w 1960 roku obowiązki głównego projektanta przejął Robert Clark, który prowadził dział kreatywny mniej więcej do 1968 roku, zachowując rozpoznawalny styl marki, choć z lekkim przesunięciem w stronę bardziej syntetycznych estetyk lat sześćdziesiątych.

Tajemnica wyglądu: ręcznie drutowane perły i filigranowy mosiądz

Najczęściej cytowane słowa o biżuterii Haskell brzmią mniej więcej tak: „Wygląda lekko jak woal, a w dłoni okazuje się zaskakująco ciężka”. Ta paradoksalna fizyczność to nie przypadek — to bezpośredni efekt trzech autorskich rozwiązań warsztatowych.

  • Ręczne drutowanie pereł. Zamiast przyklejać szklane perły do podstawy, jak robiła to większość konkurencji, w pracowni Haskell każdą perłę nawlekano na cienki mosiężny drucik i mocowano do filigranowej, perforowanej podstawy. Dzięki temu perły „pływały” nad metalem, dawały głębię i — co ważne — trzymały się znacznie lepiej niż klejone konkurencje.
  • Japońskie perły szklane. Materiałem bazowym były perły imitowane z Japonii — najwyższej jakości perły szklane powlekane warstwami emulsji rybiej łuski, które do dziś mają charakterystyczny ciepły, kremowy blask. Haskell sprowadzała je w ogromnych ilościach przed wojną, a po wojnie była jedną z pierwszych firm, które wznowiły import.
  • Filigranowy mosiądz w „rosyjskim złocie”. Tłoczone filigrany kupowano we Francji i w Rhode Island, a następnie wysyłano do firmy Unida Plating w Providence, która stosowała autorską metodę powlekania złotem o ciepłej, lekko zmatowionej tonacji. Ten odcień — znany jako Russian gold — jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech marki.

To wszystko razem oznacza, że klasyczna broszka Haskell składa się dosłownie z kilkudziesięciu, a czasem ponad stu osobno mocowanych elementów. Stąd jej waga, stąd jej misterność i stąd — niestety — jej kruchość, o której piszemy w dalszej części przewodnika.

Dlaczego biżuteria sprzed 1948 roku nie była sygnowana

To jeden z najczęściej zadawanych pytań przy kolekcjonowaniu wczesnych prac Haskell: dlaczego najpiękniejsze i często najdroższe egzemplarze nie mają żadnego stempla? Odpowiedź jest prozaicznie biznesowa. Do 1948 roku firma w ogóle nie sygnowała swoich produktów — była to wówczas standardowa praktyka w branży biżuterii kostiumowej, a poza tym Miriam uważała, że logo na biżuterii to coś, czego nosi się raczej ze wstydem, a nie z dumą. Liczyła się jakość, nie znaczek.

Konsekwencje są dwojakie. Z jednej strony oznacza to, że ogromna część najbardziej wartościowych egzemplarzy lat trzydziestych i czterdziestych krąży dziś bez oficjalnego potwierdzenia autorstwa — atrybucja odbywa się na podstawie stylu, techniki wykonania, charakterystycznych komponentów. Z drugiej — pojawia się ryzyko, że niejedna autentyczna Haskell sprzed wojny przechodzi obok kolekcjonerek jako „anonimowy amerykański warsztat lat trzydziestych”.

W 1948 roku firma po raz pierwszy zaczęła sygnować biżuterię — na bardzo charakterystycznym, podkowiastym (horseshoe) plakietkowym kasecie z wytłoczonym napisem „Miriam Haskell”. Plakietka podkowa była używana bardzo krótko, raptem przez około dwa lata, dlatego egzemplarze tak sygnowane są dziś szczególnie poszukiwane przez kolekcjonerów. Od mniej więcej 1950 roku do końca lat siedemdziesiątych standardem stała się owalna plakietka z napisem „MIRIAM HASKELL” wykonanym wersalikami — to znak, który zobaczysz najczęściej.

Jak rozpoznać oryginalną Haskell — sześć sygnałów

Rozpoznawanie autentyków wymaga doświadczenia, ale jest kilka cech, które warto sprawdzać po kolei, zanim zdecydujesz się na zakup. Im więcej tych elementów pasuje, tym pewniejsza atrybucja:

  1. Zaplecze. Odwróć biżuterię i przyjrzyj się tyłowi. Powinieneś zobaczyć filigranową, perforowaną podstawę w ciepłym, lekko zmatowionym złotym odcieniu — to klasyczne „rosyjskie złoto”.
  2. Drutowanie zamiast kleju. Każda perła i koralik powinny być nawleczone na cienki mosiężny drucik widoczny od spodu jako maleńkie pętelki. Klej pod perłami to natychmiastowa czerwona flaga.
  3. Waga. Naszyjnik czy broszka są wyraźnie cięższe, niż sugeruje to ich wygląd. To efekt wielowarstwowego filigranowego zaplecza.
  4. Sygnatura. Jeśli widoczna — sprawdź, czy to plakietka owalna („MIRIAM HASKELL” wersalikami, po 1950) lub rzadsza plakietka podkowa (1948–1950). Brak sygnatury sam w sobie nie dyskwalifikuje pracy sprzed 1948 roku.
  5. Złożoność konstrukcji. Policz w głowie elementy — w naszyjniku Haskell łatwo doliczyć się stu komponentów: pereł, koralików, rozetek, listków. Tanie podróbki tej skali komplikacji nie osiągają.
  6. Stan szklanych pereł. Autentyczne perły szklane Haskell z czasem mogą się lekko „złuszczać” — to nie wada, to dowód wieku. Idealnie gładkie, plastikowe perły to znak repliki.

Jeśli chcesz pogłębić temat odróżniania oryginałów od podróbek, przeczytaj nasz przewodnik po siedmiu znakach oryginalnej biżuterii vintage — uniwersalna ściągawka, która działa nie tylko dla Haskell.

Haskell na tle epoki: Trifari, Monet, Napier

Żeby zrozumieć, dlaczego Miriam Haskell zajmuje tak szczególne miejsce wśród amerykańskich marek biżuterii kostiumowej, warto zestawić ją z trzema największymi konkurentkami tamtej epoki. Każda z nich szła inną drogą — i to porównanie świetnie pokazuje, na czym polegała unikalność Haskell.

  • Trifari stawiała na precyzję inżynieryjną i lakierowane emalie. Tu króluje technika, lecz mniej zmysłowy gest dłoni.
  • Monet rozsławiła czyste linie, gładki, dobrze polerowany metal i klasyczne, „biurowe” formy. Jeśli chcesz porównać podejście Monet do pereł, zerknij na nasz tekst o historii marki Monet i jej perłach.
  • Napier była z kolei mistrzynią masywnej, rzeźbiarskiej formy złoconej — bardziej architektonicznej niż romantycznej. Więcej w artykule o amerykańskiej klasyce Napier.
  • Miriam Haskell wybrała inną estetykę — barokową, romantyczną, „ręczną”. Tam, gdzie Trifari liczyła oczka emalii, Haskell drutowała perły jedna po drugiej.

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z biżuterią kostiumową i nie wiesz, od czego zacząć, polecamy nasz przewodnik po biżuterii kostiumowej — krótkie wprowadzenie, które porządkuje pojęcia i pokazuje, czym tak naprawdę różni się biżuteria kostiumowa od jubilerskiej.

Co się działo z firmą po 1950 roku

Historia własności firmy po wycofaniu się Miriam jest pouczająca — to dobry komentarz do tego, jak bardzo wartość marki potrafi przeżyć swoją założycielkę. W 1950 roku Joseph Haskell przejął firmę od siostry. Pięć lat później, w 1955 roku, sprzedał ją Morrisowi Kinzlerowi, który prowadził markę przez kolejne niemal trzy dekady — do 1983 roku. Wtedy stery przejął Sanford Moss, a w 1990 roku — w okresie, gdy minimalizm zaczynał wypierać dramatyczną biżuterię kostiumową — markę kupił Frank Fialkoff, prowadząc ją pod szyldem Haskell Jewels.

W latach późniejszych marka kilkukrotnie zmieniała właścicieli i była częścią różnych portfolio biżuteryjnych, między innymi powiązanych z rodziną Haskell of Manhattan. Niezależnie od tych zmian, dla kolekcjonerów liczy się jedno: największą wartość mają egzemplarze z trzech epok — przedwojennej (przed 1948, niesygnowane), z krótkiej fazy plakietki podkowy (1948–1950) i z okresu Roberta Clarka (lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte).

Pielęgnacja: jak nie zniszczyć ręcznie drutowanej biżuterii

Powiedzieliśmy, że biżuteria Haskell jest zaskakująco ciężka, misterna i piękna. Trzeba dodać: jest też kruchsza, niż sugeruje jej waga. Drobne mosiężne druciki, na których trzymają się perły, są wystarczająco mocne, by przetrwać dziesięciolecia ostrożnego noszenia, ale wystarczy jeden nieostrożny gest, by perła wyskoczyła z pętli i zniknęła w dywanie na zawsze. Oto kilka zasad, które pomogą Twoim egzemplarzom dotrwać do kolejnego stulecia w jednym kawałku:

  • Zakładaj na koniec, zdejmuj na początku. Biżuterię — zwłaszcza ręcznie drutowaną — wkładaj jako ostatni element stroju, po makijażu i perfumach. Zdejmuj ją jako pierwszą po powrocie do domu, żeby uniknąć kontaktu z kosmetykami i kremami.
  • Nigdy nie myj w wodzie ani środkami do biżuterii. Perły szklane Haskell mają delikatną powłokę z emulsji rybiej łuski — kontakt z wodą, mydłem czy ultradźwiękami pozbawia je blasku w ciągu sekund.
  • Przechowuj płasko, nigdy na haczyku. Naszyjnik powieszony na wieszaczku rozciąga się i obciąża druciki. Najlepsze są płaskie pudełka wyłożone bawełnianym aksamitem.
  • Sprawdzaj zapięcia co kilka miesięcy. Sprężynowe haczyki z lat pięćdziesiątych potrafią się z czasem rozluźnić — lepiej wymienić zapięcie u dobrego konserwatora, niż zgubić cały naszyjnik.
  • Kurz ściągaj miękkim pędzlem. Z filigranowego zaplecza najlepiej usuwać kurz miękkim pędzelkiem do makijażu, a nie ścierką, która zaczepia o drobne pętelki.

Haskell na polskim rynku — co realnie da się kupić

Polski rynek vintage dojrzewa szybciej, niż sądzą zagraniczni kolekcjonerzy. W ciągu ostatnich kilku lat dostępność marek takich jak Haskell, Trifari czy Napier wyraźnie wzrosła — częściowo dzięki temu, że kolekcjonerki sprowadzają indywidualnie egzemplarze ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, częściowo dzięki temu, że polskie sklepy vintage zaczęły regularnie kuratorować swoje selekcje.

W praktyce na polskim rynku łatwiej znaleźć egzemplarze Haskell z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych niż wcześniejsze — głównie dlatego, że tych powstało po prostu więcej, a sygnatura owalna ułatwia atrybucję. Najbardziej charakterystyczne są naszyjniki z wielowarstwowych barokowych pereł, broszki w kształcie kwiatowych bukietów i klipsy z perłami i kryształami Roussela.

U nas znajdziesz starannie wyselekcjonowane broszki vintage, klipsy, naszyjniki oraz kolczyki z różnych epok i marek, a pełna kolekcja dostępnych egzemplarzy mieści się w jednym miejscu — wszystko dostępne tu i teraz.

FAQ

Czy biżuteria Miriam Haskell zawiera prawdziwe perły?
Nie. Charakterystyczne perły Haskell to wysokiej jakości perły szklane sprowadzane z Japonii, powlekane warstwami emulsji rybiej łuski. To właśnie ten materiał, a nie perły naturalne, nadaje im ciepły, kremowy blask, z którego marka jest słynna.

Czy Miriam Haskell to to samo co Haskell Jewels?
Haskell Jewels to nazwa parent company, pod którą markę prowadził Frank Fialkoff od 1990 roku. Sama linia produktowa pozostaje pod nazwą Miriam Haskell. Dla kolekcjonerów najistotniejsze są jednak egzemplarze sprzed lat dziewięćdziesiątych — najlepiej z czasów Franka Hessa lub Roberta Clarka.

Dlaczego niektóre egzemplarze nie mają sygnatury?
Bo powstały przed 1948 rokiem — wtedy firma nie sygnowała biżuterii. Te najwcześniejsze, niesygnowane prace bywają najcenniejsze, ale wymagają eksperckiej atrybucji na podstawie stylu i techniki.

Jak odróżnić sygnaturę podkowy od owalnej?
Plakietka podkowa (1948–1950) ma wyraźny kształt litery U otwartej w dół, z napisem „Miriam Haskell” w środku. Plakietka owalna (od 1950 roku) to klasyczny owal z napisem „MIRIAM HASKELL” wykonanym wersalikami. Plakietka podkowa jest znacznie rzadsza i bardziej poszukiwana.

Czy mogę nosić Haskell na co dzień?
Możesz, ale z głową. Drobne broszki i pojedyncze klipsy są zaskakująco wytrzymałe. Wielowarstwowe naszyjniki z perłami lepiej rezerwować na wieczory i okazje — codzienne obciążenie zapięć i drucików w dłuższej perspektywie skraca ich życie.

Dlaczego Haskell jest tak droga?
Bo każdy egzemplarz powstawał ręcznie, z dziesiątek osobno mocowanych elementów, w niewielkiej pracowni w Nowym Jorku, z importowanych materiałów. To czas, materiał, technika i pochodzenie — wszystkie cztery składniki wartości w jednym kawałku biżuterii.

Zacznij swoją kolekcję — od jednej dobrej rzeczy

Jeśli historia Miriam Haskell, Franka Hessa i nowojorskiej pracowni przemówiła do Ciebie tak, jak przemawia do tysięcy kolekcjonerek na całym świecie, nie zaczynaj od dziesięciu egzemplarzy naraz. Zacznij od jednej, naprawdę dobrej rzeczy — najlepiej broszki lub pary klipsów, które codziennie zobaczysz przy lustrze i które za każdym razem przypomną Ci, dlaczego pokochałaś tę markę. Zajrzyj do naszych kolekcji broszek, klipsów i naszyjników, a kiedy poczujesz się gotowa na pierwszy zakup — wybierz egzemplarz, który chcesz nosić, a nie tylko ten, który warto mieć.

Bo dobra biżuteria vintage to nie inwestycja w przedmiot. To inwestycja w historię, którą codziennie nosisz przy sobie — i którą kiedyś przekażesz dalej. A Miriam Haskell, ze wszystkich amerykańskich marek dwudziestego wieku, opowiada tę historię w sposób, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

Back to blog